Politechnika Opolska  |   Wydział Budownictwa
Start
Działalność
Laboratorium
Seminarium
Studenci
Pracownicy
Kontakt
Współpraca
Leonardo da Vinci
KIB o/PAN w Katowicach
Przyrodnicy Śląscy
Ochrona zabytków
Start arrow Przyrodnicy Śląscy arrow Maria Goeppert-Mayer


      Maria Goeppert - Mayer (28.06.1906 - 20.02.1972r.)

    Maria Goeppert-Mayer

       Za kilka miesięcy - dokładnie 28 czerwca, minie setna rocznica urodzin katowiczanki - M. Goeppert- Mayer, drugiej po M. Curie - Skłodowskiej laureatce Nagrody Nobla z fizyki. W odróżnieniu od M. Skłodowskiej jest niestety zupełnie nieznaną społeczności Śląska, a nawet rodzinnych Katowic, a szkoda, bo to jedna z najwybitniejszych umysłowości fizyki ubiegłego stulecia. Pochodziła z rodziny o długich tradycjach naukowych - jej pradziadek Henryk był jednym z najwybitniejszych profesorów uniwersytetu wrocławskiego, który w 1848r. udowodnił organiczne pochodzenie węgla. We Wrocławiu pozostawił po sobie nie tylko Muzeum Przyrodnicze, ale również uniwersytecki Ogród Botaniczny na zapleczu Katedry. Podobnie było z ojcem, który po doktoracie został inspektorem sanitarnym w Katowicach i tam w 1905r. opanował epidemię zapalenia opon mózgowych wśród dzieci, a zdobyte doświadczenie ujął w tezy pracy habilitacyjnej. W następstwie został powołany jako profesor na kierownika kliniki pediatrycznej Uniwersytetu w Getyndze. I tu los uśmiechnął się do przyszłej noblistki - w sąsiedztwie mieszkał największy matematyk przełomu XIX i XX w.- Dawid Hilbert. Ładnej i rezolutnej dziewczynce zadawał coraz trudniejsze zagadki i zadania matematyczne. Odpowiadając mu przekornie, mimo woli w czasie zabawy poznawała matematykę według najlepszych wzorów u samego źródła wiedzy. Maturę z najwyższymi ocenami zdała jako eksternistka. I tu los uśmiechnął się do niej po raz drugi - w ich domu zaczął bywać Max Born - już wówczas jeden z najwybitniejszych fizyków - współtwórca fizyki kwantowej i statystycznej. Pochodził on z równie zasłużonej rodziny profesorskiej z Wrocławia jak Goeppertowie. Trudno więc by nie bywał u nich w Getyndze. To on namówił ją później do studiowania fizyki. Była bowiem równie uzdolniona z matematyki, którą najpierw zaczęła studiować za namową Hilberta, jak i z fizyki. Studentek matematyki, a tym bardziej fizyki nie było wówczas wiele na uniwersytecie mimo, iż w tym czasie profesorem matematyki w Getyndze była lewicująca Emma Noether - która zasłynęła z prac z rachunku wariacyjnego. Tym większe uznanie należy się Marii, iż zdecydowała się na doktorat z fizyki u Maxa Borna. Jej praca z zakresu mechaniki kwantowej dotyczyła teoretycznego wyjaśnienia rozbudzenia cząstek przez absorpcję dwufotonową. Motywacją pracy były dociekania P. Diraca - jednego ze współtwórców mechaniki kwantowej oraz eksperymenty Francka ze spektroskopii. W pracy wykorzystała swoją wyobraźnię matematyczną do wyjaśnienia nowego i trudnego problemu fizyki kwantów. Miała wówczas 24 lata. W Getyndze żyła wśród najwybitniejszych twórców fizyki współczesnej - kilkunastu przyszłych laureatów nagrody Nobla. Jak z przekorą stwierdziła później, już samo bycie w tym towarzystwie gwarantowało najwyższe laury naukowe. Tuż przed obroną doktoratu wyszła szczęśliwie za mąż za młodego chemika amerykańskiego Mayera i wyjechała do USA, gdzie wychowywała dzieci i dorywczo brała udział w badaniach naukowych. W tym czasie po dojściu Hitlera do władzy cała ta niezwykła społeczność intelektualna fizyków i matematyków z Getyngi miała zniknąć. Jej ducha próbowali później odtworzyć uciekinierzy żydowskiego pochodzenia w uniwersytetach amerykańskich. W USA Maria uczestniczyła w pracach Manhattan Project - czyli należała do grupy fizyków badających rozszczepienie jąder atomów. Po wojnie zainspirowana przez Tellera rozpoczęła badania nad budową jądra atomowego. Razem ze swoim kolegą Jensenem za sformułowanie tzw. powłokowego modelu jądra atomu otrzymała w 1963r. Nagrodę Nobla z fizyki. Z pewnością należała do kosmopolitycznej, światowej elity fizyków. Nie zmienia to jednak faktu, iż w czasie wojny i po jej zakończeniu zawsze przyznawała się do swoich śląskich korzeni, najpierw pomagając uciekinierom wojennym a potem współpracując z World Association of Upper Silesians, dodajmy tej organizacji, która podkreślała wspólnotę losów Ślązaków, niezależnie od ich pochodzenia i wyznania. Myślę, iż była dumna i świadoma nie tylko swoich dokonań naukowych, ale także roli i dokonań ojca i dziadków na Śląsku. Dzisiaj ta równie uzdolniona co piękna katowiczanka powinna być wzorem dla Ślązaczek.

    Prof. Jan Kubik


    POWRÓT